poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział dwudziesty trzeci

Kiedy odruchowo stanęłam, wyczuwając przed sobą przeszkodę blokującą kolejne kroki, ze zdziwieniem spostrzegłam, że były to drzwi mojego domu.
Sięgnęłam do torby, wyławiając z niej po chwili pęczek kluczy. Przekręciłam te właściwe w zamkach i weszłam do korytarza.
Ściągnęłam buty pomagając sobie na zmianę stopami, nie trudząc się ich nawet równo, przy sobie ustawić. Bez energii, powoli i ociężale wspięłam się po schodach, kierując się prosto do własnego pokoju.
            'Łóżko...' - powtarzał non stop mój umysł, a nogi się go słuchały.
Będąc już w sypialni, odrzuciłam kurtkę na najbliższy fotel wraz z niemiłosiernie ciężką torbą.
Nie patrząc przed siebie, odnalazłam wysoki materac łóżka.
            'Nareszcie'
Czekałam na to cały dzień.
Moje mięśnie zaczęły się odprężać w spotkaniu z miękkim i wygodnym podłożem. Odetchnęłam z ulgą, czując tak blisko objęcia Morfeusza.
Na skraju przytomności pamiętałam jeszcze o ustawieniu budziku na wieczorną godzinę, aby wykonać nocną toaletę.

***

            - Emily! - posłyszałam z daleka. - Wstałaś już?
Zajęczałam, gdyż krzyk ciotki zadał ból moim uszom i wgrzebałam się głębiej w pościel.
            - Emily? - musiała wchodzić na górę.
Naciągnęłam kołdrę na głowę.
            - Emily... Śpisz?
            - Tańczę. - wymamrotałam zgliźliwie spod materiału, który po chwili jednak odrzuciłam. Mój wzrok padł na stojącą w progu Harriet. Z poczuciem winy dostrzegłam na jej twarzy urazę.
            - Przepraszam... - westchnęłam. - Nie, już nie śpię.
            - Dobrze. - powiedziała cicho. - Chcesz coś na śniadanie?
            - Zaraz zejdę. - oznajmiłam i zaczęłam wychodzić z łóżka.
            'Czemu tu nie ma podgrzewanych podłóg?' - marudziłam na chłodne podłoże, kierując się do łazienki.
            'Zapisać: kupić kapcie.' - ponieważ nie sądziłam, że w najbliższym czasie ciotka zdecyduje się na remont.
No bo, po co inwestować pieniądze w dom, z którego za parę miesięcy się wyprowadzimy?
Chciałam pozostać pod ciepłą wodą wieki, ale miałam dzisiaj w planach wizytę w schronisku. Poza tym nie chciałam niepokoić ciotki swoim zachowaniem bardziej niż już to robiłam.
Ubrałam jakieś dresy z koszulką przeznaczoną dla biegaczy i zabrałam się za ręcznik na głowie.
Wysuszyłam długie włosy, aby następnie je związałam, schodząc po schodach.
            - Chcesz płatki czy jajka? - zapytała Harriet odkładając iPada ze stroną internetową jednej z gazet na ekranie.
            - Dzięki, ale muszę już lecieć. - zgarnęłam zielone jabłko z kosza na owoce i ruszyłam korytarza. - Pa. - rzuciłam nieczekając na odpowiedź, ponieważ zaraz zamknęłam z rozmachem drzwi.
            'Ups...'
Narzuciłam na ramiona ciepłą bluzę, po czym jak najszybciej ją zapięłam, trzymając zaczęty owoc w zębach.

***

            - Ryan? - krzyknęłam wchodząc do schroniska. Mimo, że słońce tego sobotniego poranka, chwało się za chmurami, zdecydowałam się na spacer.
            - Ryan! Ryan! Ryyyaaaan! Ryan! Ryan-Ryan! - zaczęłam śpiewnie powtarzać imię właściciela tego budynku. Wiedziałam, że ma w nawyku zlewać ludzi, a wręcz uwielbia robić to mi, efektownie podnosząc mi tym ciśnienie. Dlatego teraz ja starałam się go wyprowadzić z równowagi.
Co podziałało.
            - Czego! - jego blond czupryna wyjrzała zza jakiś drzwi, kilka metrów ode mnie. Uśmiechnęłam się zadowolona. - Wiedziałem. - zmrużył oczy na mój widok. - Emily Chase. - powiedział skrzeczącym tonem czarnego charakteru z wielu bajek dla dzieci. - Czemu to zawdzięczam twoją obecność w moich skromnych progach? - zbłaznował zgarbioną postawę, a gestami zapraszając do bliższego podejścia.
            - Mojej silnej woli, dzięki której wstałam w sobotni poranek z łóżka.
            - Dobrze, dobrze... - powtarzał jak obłąkany.
            - Co dzisiaj będziemy robić?
            - Będziemy? - prychnął najwyraźniej rozbawiony. Z powrotem się wyprostował zakładając na piersi ręce. - Zadaj poprawnie pytanie to wtedy rozważę Ci na nie odpowiedzieć. Lubię Ci sprawiać niespodzianki, wiesz? - oparł się o ścianę.
            - Wiem.  - wywróciłam oczami. - A ja ich uwielbiam doświadczać. Co dziś będę robić? - podkreśliłam tak ważne dla niego słowo. - Co na dzisiaj dla mnie przygotowałeś, cwaniaczku?
            - Dzisiaaaj, - przeciągnął, aby nadać swojej wypowiedzi grozy. - pójdziesz na spacer!
Uniosłam brwi w niemej prośbie wytłumaczenia jego „pomysłu”.
            - Oj, no, wyprowadzisz na spacer psy. - poprawił się przewracając tym razem na mnie oczami. Obrócił się do pomieszczenia, w którym go początkowo zastałam, i przy pomocy kluczy wyjętych z tylnej kieszeni, przekręcił zamek w drzwiach. - Chodź, mądralo. - zaczął iść w głąb korytarza.

***

            - No to powodzonka! - krzyknął za mną Ryan, gdy szłam ulicą z dłonią pełną smycz kilku psów, które aktualnie plątały się u moich nóg.
            - Niech Cie drzwi ścisną, Ryan! - odpowiedziałam w złości słysząc jego śmiech.
            'Więc wyszłam na spacer z psami. Z kilkoma psami. Z psami małymi i wielkimi...' - myślałam starając sie dzielnie stawiać kolejne kroki.
            - Z sześcioma psami! - wrzasnęłam, gdy kolejny raz prawie nie nadepnęłam na łapę jednego z moich podopiecznych. - Niech Cie Ryan, no! Jak ja Cie tylko dorwę, to... - zaczęłam obmyślać wszelakie najczarniejsze scenariusze. - Milky, nie! - zawołałam  na angielskiego buldoga, gdy jakimś cudem obszedł moją postać, tym samym zakręcając smycz wokół moich łydek.
            'Że też tego nie zauważyłam wcześniej!' - jęknęłam z niemocy.
            - No ale jak to mam zrobić z tyloma psami! - byłam już na skraju wytrzymałości.
            - Zrobić co? - usłyszałam śmiech po drugiej stronie chodnika.
            - Ugh... Hej... Sam. - przywitałam się jednak niepewna swojej równowagi.
            - Hej! - odpowiedział z wielkim uśmiechem chłopak. Szybko sprawdził z obu kierunków czy nie nadjeżdżają ulicą samochody i podbiegł w moją stronę. - Czekaj, chyba Ci pomogę... Daj te smycze... Okej-czekaj... To jest trudniejsze niż wygląda! - zrobił skoncentrowaną minę, kiedy oboje próbowaliśmy rozróżnić i rozdzielić trzymane w moich dłoniach identyczne psie smycze.
            - Dzięki! - wydyszałam już ledwo stojąc na nogach, udając oddać ze dwie grube plecionki. - Milky!!! - zapiszczałam czując, że tracę grunt pod nogami, ponieważ buldog zapragnął powąchać kwiatki przy drodze.
            'Super.'
Upadając, wpadłam prosto w ramiona Sama, który zareagował w odpowiednią porę, ratując mnie przed narobieniem sobie większej liczby siniaków na ciele.
            - Um... Dzięki. - powiedziałam z twarzą blisko jego, stłumionym głosem z niezręczności tej sytuacji. Niezwłocznie, ale i też pokracznie, znowu stanęłam na własne nogi przytrzymując się jego ramion.
            - Czuję się jak bohater. - głupio się wyszczerzył.
            - W końcu nadal żyję! To zrozumiałe. - przytaknęłam.
            - Już mam co napisać w cv.
            - No, albo startować z podrywem na 'niezwykłego'. - zażartowałam dwuznacznie.
            - Dzięki! - zaczął się szczerze śmiać.
            - Drooobnostka. - przeciągnęłam wyraz, naśladując wschodni akcent.
Oddałam mu jeszcze jednego psa, ponieważ upierał się przy 'równouprawnieniu' i ruszyliśmy dalej chodnikiem.
            - Aż się boję zapytać czy to twoje psy... - odezwał się Sam po chwili.
            - Boże broń! Skąd! Jeszcze mnie tak nie popierdzieliło! - teraz to ja się zaśmiałam z jego irracjonalnego pomysłu. - Zostawiam to schronisku!
            - Ale co?
            - Opiekę nad tyloma zwierzętami. - wyjaśniłam.
            - Czyli one są ze schroniska? - zapytał, chcąc się upewnić.
            - No tak.
            - To my tu mamy jakieś schronisko? - niedowierzał.
            - No sobie wyobraź! - zaczęłam się śmiać z jego miny.
            - Nieźle... Odlot! - wypalił.
            - Odlot to ty już musiałeś mieć wcześniej, co? - spytałam domyślając się, ‘co jest na rzeczy'. W odpowiedzi uśmiechnął się leniwie.
            - Właśnie wracam od Biebera, to, co się dziwić.
            - No tak. - mruknęłam pod nosem.
            - Tylko dzisiaj miał coś nowego... - zastanowił się głęboko nad swoimi słowami. - No. I dopiero zaczyna działać. - leniwie się uśmiechnął. Przystanął i spojrzał się na mnie. - I to nieźle. - wpatrywał się we mnie, moje ciało.
            - Dobra, nie tłumacz, co dokładnie widzisz, bo chyba nie chce wiedzieć. - pokręciłam głową w odpowiedzi słysząc jego śmiech. - Teraz już nie bardzo mi się przydasz w spacerze. Oddaj mi te smycze. - westchnęłam.
            - Nie no, co ty, potrzebujesz pomocy.
            - Tak, ale nie od upalonego gościa. - wyciągnęłam dłoń. - Daj mi je.
            - Nie! - schował swoją rękę, która trzymała plecionki za plecy.
            - Sam, proszę Cię, ostatnie czego teraz chce to...
            - Ale ja sobie poradzę, szefooowo. - zapewnił.
            - Toś mnie uspokoił.
            - Naprawdę chce Ci pomóc. - stawiał się.
            - Dobra. - ponownie ciężko westchnęłam po dłuższej chwili obserwowania jego twarzy. - Chodźmy Ci kupić butelkę wody. - wskazałam głową na sklep na rogu ulicy. – Usiądź tu i poczekaj. - poinstruowałam chłopaka, gdy wiązałam psy po ławki blisko sklepu.
            - Tak jest!
            - Nic nie rób. - powiedziałam dobitnie. Nie chciałam mieć go na sumieniu, kiedy by chodził na haju po mieście.
            'O nie.'
Szybko kupiłam zimną wodę w butelce i wróciłam do ławki, odczuwając ulgę, bo każdy był na swoim miejscu.
            - Trzymaj. - podałam Samowi butelkę. - Wypij.
            - Podejrzewam, że to nie jest magiczna mikstura szybkości?
            - Nie. Pij. - klapnęłam obok niego.
            - Szkoda. - mruknął, ale posłusznie odkręcił zakrętkę i złapał kilka łyków.
Potem kolejne i kolejne, aż butelka po pewnym czasie stała się pusta podczas luźnej rozmowy.
            - Trzyma cie jeszcze? - spytałam i wyrzuciłam pusty plastik do kosza.
            - Nie, juz możemy ruszać.
            - Okej.
Zabraliśmy psy, i Milky'ego, którego dobry Boże, Ryan wcisnął mi specjalnie.
            'Zagryzę go jak wrócę.'
            - Przepraszam Cię.
            - Co? - głos Sama wyciągnął mnie z zamysłu.
            - No przepraszam Cię. - powtórzył. - Narobiłem Ci kłopotu i pewnie podwyższyłem ciśnienie. - zaśmiał się lekko.
            - No tak trochę. - przyznałam kończąc śmiechem.
            - Wszystko w porządku? Między nami?
            - Jasne, Sam. Co ty?
            - Nie wiem, tak pytam dla jasności. - wzruszył ramionami.
            - To nic. Naprawdę. - uśmiechnęłam się do niego.
            'Sama kończyłam gorzej' - dokończyłam smutno w myślach.
Kiedy dotarliśmy prawie pod schronisko odebrałam od chłopaka smycze.
            - Dzięki wielkie za pomoc. W szczególności przy Milky'm. - zwróciłam spojrzenie na śnieźnego buldoga, który już wyglądał, „co by tu zrobić na diabła”.
            'Nie na mojej warcie, kolego.'
            - Drobnostka. - kąciki jego ust podniosły się do góry w zadowolonym uśmiechu.
            - Przy tym bandycie to coś więcej niż drobnostka. - wskazałam na buldoga mając na myśli jego wyczyny w mieście, na co Sam się zaśmiał i ukląkł przy psie.
            - Oj, on potrzebuje tylko trochę miłości i zrozumienia, prawda koleżko, prawda? - mówił do Milky'ego jak do małego dziecka, uroczo zmiękczając słowa, jednocześnie go głaszcząc i drapiąc za uszami.
            - Dobra, dobra! Koniec tych czułości! - zażartowałam.
            - Już-już, idę. - wstał, strzepując pozostałą sierść na jego ubraniu. - To jak? Widzimy się dzisiaj wieczorem?
            - Co? Czemu? - zmarszczyłam nos.
            - Impreza? Impreza Biebera? - dodał ze śmiechem, gdy nie odpowiadałam.
            - A! Nie... Chyba zostanę w domu. - wyjaśniłam. - Milky dał mi w kość. - chociaż i tak nie zamierzałam się tam wybierać.
            - No dobra, usprawiedliwiona. - rzucił mi uśmiech i przytulił jednym ramieniem na pożegnanie. - Na razie, Chase.
            - Na razie, Carter.

***

            - O, a któż to taki! - powiedział Ryan, gdy weszłam do pomieszczenia, w którym miały swoje schronienie psy. Mężczyzna siedział na jednej z szafek z psim jedzeniem znajdujących się w końcu pokoju. - Emily z naszymi pieskami! - w jego dłoni dało się dostrzec paczkę, z której coś jadł.
            - Co jesz? - spytałam od niechcenia.
            - Żelki. - uśmiechnął się z pełnymi ustami kolorowych 'robaków'. - Tak długo nie wracałaś, to już zaczynałem się o Ciebie martwić. - bezczelnie machał nogami, wygrywając na drewnie szafki jakąś nieznaną mi melodię. - Właśnie miałem zacząć Cię szukać.
            - A te żelki to na zgromadzenie potrzebnej do tego energii, tak? - wyśmiałam go.
            - No pewnie. - poszerzył swój uśmiech ukazując idealnie białe zęby.
            - Posuń się i daj ich trochę. - wskoczyłam obok niego na blat, gdy w końcu skończyłam oporządzać psy i dałam każdemu miskę chłodnej wody do klatek. - Specjalnie dałeś mi Milky'ego, prawda? - rzuciłam żując zielono-żółtego robaczka.
            'Te są najlepsze.'
            - Prawda. - odpowiedział z równie zajętą buzią.
W odpowiedzi walnęłam go łokciem w żebra.
            - Za co to! - wyprostował się masując obolałe miejsce.
            - Za Milky'ego! - zadowolona z efektu uderzenia, pokazałam mu język i wzięłam kolejnego żelka.
            - Co tu się dzieję? Co wy tak krzyczycie? - wyszła z gabinetu Maggie, prowadząc za sobą Amora.
            - Coś. A nawet nic! - krzyknął Ryan. - Żelka? - nagle jego oczy nie odstępowały pani weterynarz nawet na sekundę.
Obserwowałam to z małym uśmiechem na twarzy. To było coś... pięknego. Ryan wpatrywał się w Maggie jak w obrazek. Jak w największe dzieło sztuki. Z uwielbieniem. Jego oczy starały się w każdej minucie zapamiętać jak najwięcej z jej wyglądu: jej ciało, każdą wypukłość, linię, sposób, w jaki chodzi, się porusza, sposób, w jaki przez cały czas opada jej grzywka, włosy, układające się spokojnymi falami, jej twarz, uśmiech. Patrzeć na to, to sama przyjemność. Patrzeć na miłość. Ukrytą miłość. To daje człowiekowi nadzieję, że te uczucie jeszcze nie wyginęło. To coś pięknego.
Miałam wrażenie, że Ryan już zdaje sobie sprawę z uczucia do Maggie, a przynajmniej jest tego blisko.
            'Marzę, żeby i mnie takie uczucie dotknęło. Marzę o tak pięknej miłości. Którą mieli także moi rodzice.'
            - To co tam u Amora? - przerwałam ciszę, próbując odegnać pojawiający się ponownie smutek.
            - Dość dobrze, - powiedziała Maggie wracając wzrokiem do czworonoga. - ale nic nowego od ostatniej kontroli. Czyli... dobrze. - skwitowała.
            - Wiecie może, co z tym facetem, co go skrzywdził? - spytałam przełykając jabłkowo-cytrynowy smak.
            - Nie. - odezwał się poważnie Ryan. - Nic nam nie mówią na razie.
Podziękowałam blondynowi za następne żelki, gdy podsunął je w moją stronę i zeskoczyłam z szafki. Podeszłam do owczarka i przy nim klęknęłam, a następnie podrapałam go za uszami.
            - Mogę go wziąć na tor?
            - J-jasne. - zgodziła się Maggie, chyba nawet lekko zaskoczona moim pytaniem, ale gdy wstałam na nogi podała mi smycz bez wahania.
            - Dzięki.
            - Nie ma problemu. - uśmiechnęła się przyjaźnie.
            - Chodź! - rzuciłam zachęcająco do Amora. - Wyjdźmy z tych czterech ścian na świeże powietrze.
Prowadziłam Amora korytarzami, co chwilę skręcając w nowe.
            'Naprawdę, nigdy nie zrozumiem przesłania architekta.'
W końcu udało mi się nas doprowadzić do wielkich drzwi z napisem "Tor Przeszkód". Ucieszona popchnęłam z jakby nową energią ciężkie drzwi i znaleźliśmy się wysoko ogrodzonym skrawku ziemi na tyle schroniska, daleko od ulicy, co zapewniało zwierzętom spokój do ćwiczeń.
            - No to spróbujmy. - przycisnęłam zapięcie przy obroży psa, uwalniając wielkiego owczarka z uwięzi.

***

Niczego bardziej na koniec dnia mi nie było trzeba jak gorącego prysznica i swojego wygodnego łóżka.
Powrót okazał się dość chłodny, co nie powinno dziwić, bo przecież mieliśmy jesień, jednak sobotni dzień był słoneczny i ciepły i tak właśnie byłam ubrana. Czego bardziej nie mogłam żałować, wracając ciemnymi ulicami miasteczka. Przypomniałam sobie dzisiejsze krótkie spodenki Sama.
            'Jeżeli poszedł w nich również na imprezę do Justina to...' - zaśmiałam się wyobrażając sobie jego reakcje na nocne powietrze. - 'Trochę zmarznie.'
Zagrzebałam się głębiej w grubą kołdrę nadal z uśmiechem na ustach.
Wtedy do moich uszu dotarł sygnał wiadomości połączony z wibracją na nocnej szafce. Mój telefon.
Początkowo chciałam go zignorować i najzwyklej w świecie oddać się w tak bliskie już objęcia Morfeusza. Jednak im dłużej nad tym myślałam sen oddalał się coraz dalej, aż całkowicie się rozbudziłam.
            'Może to coś ważnego?'
Sięgnęłam po komórkę.
Miałam dwa nieodebrane połączenia od Lilou i 4 nieodczytane wiadomości.



Od: Lilou
Myślałaś jeszcze nad dzisiejszą imprezą?
Sob 19:38


Od: Lilou
Wybierasz się na imprezę? Zajeżdżać po Ciebie z Samem?
Sob 20:01


Od Lilou
Odezwij się :((
Sob 20:23



            - Kur-cze. - dokończyłam grzeczniej niż pomyślałam.
Szybko wystukałam na ekranie do niej odpowiedz.



Do: Lilou
Nie, dzisiaj sobie odpuszczam ;) Miałam zbyt długi dzień i naprawdę nie mam sił, żeby męczyć się jeszcze z Alyson, która na pewno tam będzie :p
Sob 21:34



Ale oprócz wiadomości od przyjaciółki dostałam jeszcze jedną. Tą sprzed chwili.



Od: Nieznany numer
Czemu nie widzę Cie u siebie w domu?
Sob 21:28



            'Nie, to wcale nie jest dziwne... Nic a nic.'



Do: Nieznany numer
Bo jestem u siebie w domu.
Sob 21:36



            'Ojeeej, od kogoż to może być? Mogę się tylko domyślać skąd Ten Prześladowca ma mój numer.'
Moment później dostałam odpowiedź.



Od: Nieznany numer
Wieczór jest jeszcze młody, a noc zapowiada się niezapomniana.
Sob 21:38


Do: Nieznany numer
Sugerujesz, że tym razem nie upijesz się w trzy dupy?
Sob 21:39



            - Czemu ja w ogóle mu opisuje?



Od: Nieznany numer
Sugeruję, że Ty jej nie zapomnisz.
Sob 21:40



            - Na pewno. - przewróciłam oczami. - Z takim pajacem... - prychnęłam.
Już chciałam odłożyć iPhona na szafkę, ale...



Do: Nieznany numer
A myślisz, że czemu jestem u siebie? Takiej traumy nie życzyłabym najgorszemu wrogowi.
Sob 21:42


Od: Nieznany numer
Nie może być z Tobą aż tak źle.
Sob 21:43



            - Skubany. - mimowolnie się zaśmiałam.



Do: Nieznany numer
Ze mną? To o Ciebie się martwię.
Sob 21:44


Od: Nieznany numer
Twa troska mnie urzeka ;) Ale nie widzę powodów do obaw.
Sob 21:46



            'Łał, napisał buźkę? Dobrze widzę?'
            - Co ja robię? - nagle sie ocknęłam.



Do: Nieznany numer
Dobranoc, Justin.
Sob 21:48


Od: Nieznany numer
Długo się nad tym głowiłaś?
Sob 21:49


Do: Nieznany numer
Ten 'dom' był dość pomocny. Dobranoc.
Sob 21:50



Nacisnęłam 'wyślij' i tym razem ostatecznie odłożyłam telefon.
Już nie odpisał.
Wtedy pomyślałam o kolankach Sama.



Do: Nieznany numer
Powiedz mi tylko jedno.
Sob 22:00



Czekałam na wiadomości przygryzając wargę.



Od: Nieznany numer
?
Sob 22:08


Do: Nieznany numer
Czy Sam ma krótkie spodenki?
Sob 22:08



Napisałam z wielkim uśmiechem na twarzy, bliska chichotu.



Od: Nieznany numer
Ta, i aktualnie nieźle marźnie mu tyłek.
Sob 22:09



            - Wiedziałam! - krzyknęłam, a potem śmiałam się i śmiałam.

***

_______________________________________
No cóż... jestem z nowym rozdziałem. I bardzo bym chciała poznać KAŻDEGO OPINIĘ W KOMENTARZU. Poza tym prosze o sprawdzenie w informowanych swoich nazw z tt, jeżeli któś tam ją zostawił, bo niektóre, jak zauważyłam są nieaktualne od jakiegoś czasu i nie mogę nijak odnaleźć ich dawnych właścicieli :(
Kiedy następny rozdział? Bo takie pytanie z pewnością ktoś zaraz zada :D Już odpowiadam. Mam nadzieję, że się wyrobię za dwa tygodnie. Niestety nie jest u mnie tak kolorowo, jak być w wakacje powinno, trudno, life's a bitch, i nie mam napisanych tych kilka rozdziałów w przód, tylko pomysły w głowie itp. Wybaczcie mi :( 
Pewnie i tak mało kto to przeczyta i postanowi rzeczywiście skomentować post, nie raz się zdarzyło :\ 
Poza tym, blogger znowu zzrerował moją świetną ankietkę o liczbie czytelników, bardzo się cieszę, pozdrawiam, i ją najzwyczajniej w świecie usunęłam, bo to sensu nie ma. I tak ZNOWU któregoś dnia historia się powtórzy, więc... ;_;
Kocham Was, you know it, right? <3
Ucieszyłam się z każdego z tych 13 komentarzy pod ostatnim postem, bo to znaczy, że te 13 osób się tym blogiem inreresuje, i tak szybko zareagowało na nowy post, DZIĘKUJĘ <3
Powinnam napisać jeszcze tyle rzeczy, ale nie pamiętam wszystkich, tak długo mnie tu nie było XD
Macie mój tt, ask, chyba i gg, no nwm - piszcie, odzywajcie się, pytajcie, BO TO SAMA PRZYJEMNOŚĆ Was poznawać :D
Głupio zabrzmiało, ale taka prawda i nwm jak inaczej to w słowa ubrać :p
KOCHAM WAS i pamiętacie, że każdy komentarz, każda oznaka Waszych odwiedzin posta, bloga motywuje mnie do pracy <3

18 komentarzy:

  1. sfjhsdhfks nareszcie sfhjks cudny, a zakończenie hahah nie mogłam z tego pytania hahaha

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdzial niesamowity jak zawsze z reszta mam nadzieje ze szybko dodasz kolejny bo jestem bardzo ciekawa jak sie dalej potoczy ta historia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jak ja kocham tą historię troszkę szkoda,
    że rozdziały pojawiają się tak rzadko ale
    masz własne życie i ja to rozumiem
    dlatego doceniam to że i tak masz chęć
    to pisać i umilać nam czas szczególnie mi :* dziękuje ci za to <3

    OdpowiedzUsuń
  4. oj oj laleczko Ty moja... ja się pytam kiedy seks? ja chcę ich razem, jak najszybciej, ją nawet pijaną, no PROOOOSZĘ, czemuż to mnie torturujesz.
    rozdział świetny, chociaż mało mi hihi :D kocham Cię i wgl ale właź na gg <3

    OdpowiedzUsuń
  5. szkoda, ze tak rzadko dodajesz rozdzialy, ale masz swoje zycie w koncu. juz sie nie moge doczekac kolejnego i tego kiedy w koncu beda razem i wyjawi komus swoj sekret z przeszlosci x

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju.. jak zwykle boski. *.*
    Czekam na następny i mam nadzieję, że Emily i Justin będą razem. :d

    OdpowiedzUsuń
  7. Swietnuly rozdzial non stop sie usmiechalam. Uwielbiam twojego bloga / @idontlikexx

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejuuuu ! Kocham cię za ten blog i ten rozdział <3 tylko proszę, postaraj się jednak dodać ten nowy rozdział w miarę szybko, bo nie wyrobie ;p pliss i czekam cierpliwie, i nie zamierzam zostawić <3<3<3<3
    @kidrauhleks

    OdpowiedzUsuń
  9. yey yey yey nareszcie nowy rozdział, nawet nie wiesz jak się ucieszyłam jak zobaczyłam, że w końcu dodałaś.
    Bardzo fajny i przyjemnie się czyta. Co prawda brakowało mi tych takich fajnych scen pomiędzy nią i jusem ale co za dużo to nie zdrowo to raz a dwa w sumie sms też były xd
    Już się nie mogę doczekać co będzie dalej :)
    Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział, bardzo mi się podoba:3 Czekam na następny ;)

    W wolnej chwili zapraszam do mnie ;D
    http://fall-tlumaczeniex.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. błagam dodaj jak najszybciej nowy rozdział jksdfhkjsh

    OdpowiedzUsuń
  12. kiedy będzie kolejny rozdział? bo czekamy już tak długo, a chce wiedzieć jakie będą ich dalsze losy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę :) ale nie umiem powiedzieć kiedy dokładnie będzie rozdział, pracuję już nad nim, ale miernie mi idzie :/ chyba zapomniałam jak się tworzy zdania :D

      Usuń
  13. Kiedy następny rozdział ???????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że w miarę szybko ;)

      Usuń
  14. Kiedy nn ???? Ka juz chce !™!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie, ale co ja zrobię? nie usiądę i ci nie napiszę ot tak, gdy mam własne życie, które może się walić w międzyczasie, nie? ;) staram się

      Usuń
  15. codowny rozdział! nie mogę doczekać się już następnego kjefbaiwbrgaeug *_*

    @biebsovatox

    OdpowiedzUsuń